Jak rozmawiać z nastolatkiem?

Czy ze zbuntowanym nastolatkiem można rozmawiać? Z pewnością trzeba. Ale jak?

Przypomnijmy sobie, jak kilkuletni brzdąc przybiegał do nas z rozmaitymi pytaniami, jak „zawracał głowę” błahymi (w naszym rozumieniu) problemami, jak prosił: „Mamo, usiądź przy mnie, mam ci tyle do powiedzenia!”. Jaka była nasza reakcja? Czy znajdowaliśmy czas na wysłuchanie dziecięcego szczebiotu, czy też zbywaliśmy malucha, podając w uzasadnieniu różne powody? Każda z tych sytuacji miała dla dziecka olbrzymie znaczenie. Jeśli wciąż było odtrącane, jeśli bagatelizowaliśmy jego problemy, w pewnym momencie mogło dojść do powstania swoistej blokady („Skoro nie chcą mnie słuchać, muszę radzić sobie sam albo poszukam pomocy gdzie indziej.”).

Po upływie kilku, kilkunastu lat, gdy w życiu młodego człowieka pojawią się pytania natury egzystencjalnej, a krytycyzm wobec dorosłych sięgnie zenitu, odtworzy się ten sam mechanizm: „Rodzice mnie nie zrozumieją, nie będę z nimi rozmawiał”. W tej sytuacji dobra wola, czas, jaki matka i ojciec chcą poświęcić dziecku, są jakby niewystarczające. Wyczuwa się dystans, barierę niezrozumienia, poczucie przepaści, dzielącej obie strony, mimo istnienia więzów pokrewieństwa. Wielu rodziców wycofuje się, sądząc, że lepiej będzie dać dziecku wolną rękę, pozostawić je, aby samo przekonało się o słuszności rodzicielskich rad i ostrzeżeń („Jak sobie pościele, tak się wyśpi”). Inni próbują walczyć, gdyż bunt, arogancja, dokuczliwy krytycyzm nastolatka, wyzwalają agresję. Dom może stać się swoistym polem bitwy słownej lub strefą ciszy, naładowaną negatywnymi emocjami.

Treść rozmów, sposób wymiany informacji, gesty, mimika, ton głosu – wszystko to odgrywa istotną rolę w procesie komunikacji z dojrzewającym dzieckiem. Niejednokrotnie jeden nieuważny ruch, niewłaściwe słowo może wpłynąć na zerwanie kruchego porozumienia. Dlaczego tak się dzieje? Jak zrozumieć zbuntowanego nastolatka? Przede wszystkim zmienia się płaszczyzna wzajemnych kontaktów. Można to wyjaśnić w świetle analizy transakcyjnej. Krótki opis metody zamieściłam w artykule Wychowanie bezstresowe – ślepa uliczka nowoczesności. Tutaj więc wykorzystam tylko te informacje, które uzupełniają obraz dla potrzeb tematu.

W teorii tej posługujemy się określeniami: RODZIC, DOROSŁY i DZIECKO dla nazwania trzech składników osobowości, decydujących o przebiegu wielu transakcji, rozumianych, jako wymiana działań, słów, gestów między ludźmi. Większość owych transakcji w ciągu tych kilkunastu lat, kiedy dziecko jest małe, przebiega według schematu: RODZIC – DZIECKO. Jest to układ korzystny dla obu stron. Zapewnia poczucie bezpieczeństwa maluchowi i daje satysfakcję jego opiekunom. Jednak w okresie dojrzewania okazuje się zbyt sztywny. Dziecko oczekuje od rodziców czegoś więcej, niż prezentacji skostniałych zasad, podawania gotowych recept na życie, kontestuje wszystko, co wypływa z rodzicielskiej mądrości i władzy. Innymi słowy – domaga się transakcji na poziomie DOROSŁY – DOROSŁY. Jak pisze T. A. Harris: Siła DOROSŁEGO przejawia się u człowieka w pierwszym rzędzie w umiejętności opanowywania się – w hamowaniu automatycznych, archaicznych reakcji RODZICA i DZIECKA, oczekując jednocześnie, aż DOROSŁY zastanowi się nad właściwymi reakcjami[1]. Z tego wniosek, że najpierw należy nauczyć się rozpoznawać w sobie wszystkie wymienione składniki, aby następnie móc je kontrolować. Jedyną metodą jest w tym przypadku analiza dialogu wewnętrznego. Jakie myśli (RODZIC) i uczucia (DZIECKO) wywołuje informacja, że np. szesnastoletnia córka porzuciła szkołę, zamierza wyprowadzić się z domu, w którym – jak doskonale wie – nie znajdzie aprobaty dla swojego postępowania, na domiar złego sympatyzuje z podejrzaną grupą nieformalną. Wiadomość taka uderza jednocześnie w RODZICA, DOROSŁEGO i DZIECKO opiekunów (rodziców). Z całą pewnością matka i ojciec rozpoznają narastające uczucia gniewu, wściekłości, a także przerażenia (DZIECKO). Jednocześnie dojdą do głosu archaiczne zapisy RODZICA: ” Jak ona mogła!”, „Nikt w naszej rodzinie tak nie postąpił!”, „To karygodne!”, „Jakie to dziewczę głupie i leniwe!”, „Ja w jej wieku…”, „Trzeba z tym skończyć raz na zawsze!” Nawiasem mówiąc – jeżeli takich sformułowań użyją w rozmowie z córką, możemy być pewni, że jej reakcja będzie odwrotna w stosunku do rodzicielskich zamierzeń. Tylko uruchomienie DOROSŁEGO pozwoli przeanalizować wszystkie racje i podjąć właściwe decyzje. Niezmiernie istotne jest również odnalezienie RODZICA, DZIECKA i DOROSŁEGO u nastolatki oraz wykrycie, który obszar jej osobowości dominował w chwili podejmowania destrukcyjnych działań. Zarówno ona, jak i jej rodzice „składają się” z tych samych części. Wzajemne uświadomienie sobie tego faktu może być początkiem dialogu.

Jak rozpoznać w sobie RODZICA, który w danej chwili dominuje? Podaję za Harrisem listę typowych dla tego stanu cech fizycznych:

  • zmarszczenie brwi,
  • zaciśnięcie ust,
  • wskazywanie palcem,
  • potrząsanie głową,
  • stukanie nogą,
  • trzymanie rąk na biodrach,
  • skrzyżowanie rąk na piersiach,
  • cmokanie językiem,
  • wzdychanie,
  • głaskanie kogoś po głowie;

oraz werbalnych:

  • „Muszę skończyć z tym raz na zawsze”,
  • „Nie mogę za nic na świecie”,
  • „A teraz zapamiętaj sobie raz na zawsze”,
  • „Ile razy muszę ci to mówić?”,
  • „Gdybym był na twoim miejscu”

Wiele słów wartościujących, czy to krytycznych, czy pozytywnych, może identyfikować RODZICA, ponieważ osądzają one ludzi na zasadzie automatycznych, archaicznych reakcji. Przykładami takich zwrotów są: głupi, niegrzeczny, śmieszny, obrzydliwy, oburzający, idiotyczny, leniwy, bezsensowny, absurdalny, biedactwo, biedne maleństwo, synek, kochana (zwrot troskliwej ekspedientki), jak śmiesz.

Charakterystyczne cechy DZIECKA to: łzy, drżenie warg, dąsy, cienki, płaczliwy głos, „wywracanie oczami”, wzruszanie ramionami, spuszczanie oczu, dokuczanie, zachwycanie się, śmiech, podnoszenie ręki z prośbą o głos, obgryzanie paznokci, dłubanie w nosie, kręcenie się i chichotanie, a także zwroty: życzę sobie, chcę, nie wiem, wszystko mi jedno, pewnie, gdy dorosnę, większy, największy, lepszy, najlepszy.

Kiedy do głosu dochodzi DOROSŁY, postawa człowieka wobec rozmówcy nacechowana jest otwartością. Pojawiają się takie słowa, jak: dlaczego, co, gdzie, kiedy, kto i jak, ile, w jaki sposób, względny, prawdziwy, fałszywy, prawdopodobny, możliwy, niewiadomy, obiektywny, myślę, rozumiem, to jest moje zdanie.

Wewnętrzne DZIECKO nastolatka jest bardzo wrażliwe i podatne na zranienia. Uwagi rodziców, wygłaszane w dobrych intencjach, uruchamiają proces odtwarzania starych zapisów z dzieciństwa. W rezultacie, odbiór zwykłej informacji jest zupełnie inny, niż zakładali nadawcy. Dlatego córka, której tata oznajmił: „Widzę, że masz coraz więcej pryszczy”, usłyszała komunikat: „Jestem brzydka, do niczego się nie nadaję, nikt mnie nie kocha, świat jest zły i niesprawiedliwy, ja jestem bardzo nieszczęśliwa, a moim największym wrogiem jest rodzony ojciec”. Jak można się domyślić, w ślad za tym pójdzie obraza, płacz, poczucie krzywdy.

Skutecznym narzędziem, ułatwiającym prowadzenie konstruktywnych rozmów, jest umowa na poziomie DOROSŁY – DOROSŁY. Obie strony, zawierając taki układ, określają sposób wzajemnej komunikacji (czego musimy unikać, a o co zadbać, aby nasze kontakty służyły porozumieniu, wypowiadane słowa nie raniły, ani nie obrażały). Warto zapisać przyjęte reguły i umieścić w widocznym miejscu. Zawieranie takiej umowy nie może odbywać się w atmosferze wrogości, tuż po kłótni, gdy emocje (DZIECKO) dominują, nie dopuszczając „do głosu” rozsądku (DOROSŁY).

Aby komunikacja w rodzinie przebiegała bez zakłóceń, nie wystarczy tylko rozmawiać. Potrzebny jest prawdziwy dialog – nie tylko mówienie, ale również słuchanie.

Dobry słuchacz, poprzez swoją otwartość i zaangażowanie, tworzy atmosferę sprzyjającą porozumieniu. Aby tak się stało, konieczne jest słuchanie aktywne (potakiwanie, gesty oznaczające zrozumienie). W takiej postawie odczytać można akceptację człowieka (niekoniecznie jego postępowania, czy decyzji). Prawdziwy dialog to znacznie więcej niż rozmowa. Jest to odkrycie swojego „ja”, podzielenie się sobą z drugim człowiekiem, pokazanie mu swoich najgłębszych uczuć. Młody człowiek, mówiąc o sobie, oczekuje zrozumienia jego wewnętrznej logiki, zagłębienia się w sferę jego emocji, przeżyć, nie poprzestawania na suchych faktach. Często jednak sami rodzice uniemożliwiają dziecku pełne otwarcie się. John Powell i Loretta Brady w książce Chcę powiedzieć kim jestem (Wrocław, 1994) podają listę typowych blokad komunikacji. Oto one:

Radzenie: Uważam, że powinieneś…
Słuchacz, który posługuje się dobrymi radami, nigdy nie dotrze do sfery uczuciowej swojego rozmówcy. Wystarczy mu kilka danych, aby mógł sformułować gotową receptę. Jak można się domyślić – żaden nastolatek nie zechce otworzyć się przed rodzicem, znającym odpowiedź na wszystkie pytania, zanim zostały postawione.

Współzawodnictwo: Jestem pewny, że wyglądam lepiej niż…
Podczas rozmowy, w dialogu wewnętrznym słuchacza, odbywa się specyficzny ranking: kto lepszy? Nieustanne porównywanie siebie z rozmówcą, uniemożliwia prawdziwe zaangażowanie. Wrażliwy nastolatek szybko zidentyfikuje taką postawę.

Naukowe uwagi: Podobno badania wykazały, że…
Słuchacz – „naukowiec” precyzyjnie cytuje sprawdzone uwagi. Zachowuje się jak terapeuta, który przeanalizował podobne przypadki, zna wszystkie mechanizmy, śpieszy z wyjaśnieniem sprawy. W rzeczywistości nie interesuje go człowiek, tylko problem (i to powierzchownie). Nie dopuszcza do równości partnerów (zawsze jest mądrzejszy).

Zmiana tematu: Spójrz, czyż to nie wspaniałe miejsce…
Pozwalam mówić dziecku dopóty, dopóki mi to odpowiada. Potrafię zręcznie zmienić temat, kierując rozmowę na zupełnie inne tory. Skutki takiej strategii są fatalne – młody rozmówca czuje się zlekceważony, odrzucony.

Bujanie w obłokach: Co?…Ach tak…Rozumiem.
Ta blokada rani człowieka mówiącego o swoich osobistych sprawach, ponieważ słuchacz udając zainteresowanie, w rzeczywistości zajęty jest własnymi myślami. Od czasu do czasu włącza się na chwilę, pozorując zaangażowanie. W oczach nastolatka jest to oszust, nie wart zaufania.

Filtrowanie: Kolejny udany dzień w pracy [szkole], no nie?
Jest to wybiórcze przyjmowanie pewnych wiadomości. Te, które nie odpowiadają słuchaczowi, są pomijane (jakby ich nie słyszał). Towarzyszy temu beznamiętny, pusty wyraz twarzy.

Wywlekanie uraz: Tak, ale ty…
Niektórzy rodzice mają zwyczaj gromadzenia negatywnych informacji o dziecku, tworząc osobistą „księgę zażaleń”. Podczas rozmowy, zamiast skupić się na wysłuchaniu nastolatka, wyliczają wszystkie jego błędy, uchybienia. Jak można się domyślić, wywołuje to w dziecku poczucie winy i blokuje dialog.

Identyfikowanie: To zupełnie tak jak wtedy, gdy ja…
Słucham do momentu, w którym znajdę odskocznię do mojej własnej historii. W przypadku rodziców najczęściej przybiera to postać sławetnego „Gdy ja byłem w twoim wieku…”. Przytaczając takie opowieści, zamykamy drogę do swobodnych wypowiedzi dziecka, zupełnie jak wtedy, gdy przybiegało do nas z popsutą zabawką, a my odsyłaliśmy je z niczym.

Ignorowanie
Całkowite milczenie, brak jakiejkolwiek reakcji rodziców na słowa nastolatka, mogą wyrażać albo ich obrazę, albo kompletny brak zainteresowania. Dziecko odnosi wrażenie, że rozmawia z nieobecnymi. Jest sfrustrowane i zagubione.

Przyczepianie etykietek: Oj, daj spokój, zupełny z ciebie paranoik.
Klasyfikowanie, kategoryzowanie ludzi oraz ich problemów zawsze zamyka drogę do prawdziwego porozumienia. Jeśli syn bądź córka zwrócą się do rodziców, otwierając swoje wnętrze, a ci – poznawszy kilka faktów, dopasują go do jakiejś kategorii, to dalsza rozmowa nie ma sensu, bo wszystko jest jasne i z góry przesądzone. Dziecko, które ma problemy w szkole, bywa często sklasyfikowane jako leń. Z góry wiadomo, że rodzice nie zechcą wysłuchać go do końca, tylko posłużą się formułką przypisaną tej kategorii ludzi: „Zamiast gadać, bierz się do roboty!”.

Ciągłe potakiwanie: O tak. To prawda. Mhm, masz rację.
Taka blokada wynika z potrzeby podobania się, utrzymania spokoju i unikania konfliktów za wszelką cenę. Nie prowadzi to do niczego konstruktywnego. Daje natomiast fałszywe poczucie, że wszystko jest  w porządku („w naszym domu nie ma kłótni, doskonale rozumiemy się z dziećmi”). Tymczasem nie zawsze jest to zgodne z rzeczywistością. Nastolatki dążą do autentycznej wymiany argumentów. Chcą poznać dogłębnie rodziców i pokazać im swoje prawdziwe oblicze, nawet jeśli nie odpowiada ono rodzicielskim wyobrażeniom.

Ćwiczenie własnych odpowiedzi: Jak tylko skończy mówić, powiem mu…
Podczas wypowiedzi dziecka, rodzic obmyśla replikę. Nie podejmuje nawet wysiłku, w celu zrozumienia swojej pociechy, gdyż jest zajęty własnymi myślami.

Sarkastyczne uwagi („wsadzanie szpil”).
Jest to forma obrony przed prawdziwym zaangażowaniem. Zamiast podjąć próbę wysłuchania, zrozumienia, zbliżenia się, posługujmy się „ostrym językiem”. Może to wywoływać salwy śmiechu wśród otoczenia, jednak wrażliwy, młody człowiek poczuje się zraniony, wykpiony. Prawdopodobnie zasklepi się w swoim wnętrzu i nie odważy się więcej wystawiać na takie działania „zabawnych” rodziców.

Świat widziany oczyma nastolatka jest zupełnie inny, niż ten widziany przez rodziców. Z tego powodu, bez empatii, rozumianej jako zdolność wczuwania się w sytuację drugiego człowieka, niemożliwe jest nawiązanie bliskiego kontaktu z dzieckiem. Warto, przed podjęciem rozmowy z dorastającym synem czy córką, zadać sobie trud „wejścia w ich skórę”.

Każdy popełnia błędy. Przyznanie się do nich przed dzieckiem nie jest oznaką słabości, przeciwnie – może stać się podstawą porozumienia. Wymaga to jednak przekroczenia własnych „stref bezpieczeństwa”. J. Powell i L. Brady przedstawiają je w następujący sposób. Spróbuj wyobrazić sobie koło małe lub większe przedstawiające strefę bezpieczeństwa. Potem postaw kropkę w środku tego koła. Kropką jesteś ty lub ja, a kołem nasza strefa bezpieczeństwa. Możemy poruszać się wewnątrz koła i czuć się w nim pewnie, ale jeśli damy krok poza jego granice, ogarnie nas paniczny lęk przed atakiem. Na zewnątrz naszej strefy czujemy niepewność i zagrożenie (Chcę powiedzieć kim jestem, s. 154). Niejednego rodzica przeraża myśl o przyznaniu się do swoich wad. Wolą udawać, odgrywać rozmaite role, wykorzystywać swoją przewagę. Tymczasem wrażliwe nastolatki potrafią niejako „prześwietlić”, a następnie poddać krytycznemu osądowi osobę matki i ojca. Jeśli więc pozwalamy sobie na wytykanie uchybień swoim dzieciom, musimy liczyć się z odwetem z ich strony. Jak wówczas zareagujemy? Jeśli spróbujemy przekroczyć siebie, otwarcie przyznać się do swoich słabości, to mamy prawo oczekiwać tego samego od swoich najbliższych. Szczera rozmowa z dzieckiem wymaga szczerości wobec siebie.

Prawdziwy dialog z dzieckiem nie jest możliwy bez okazywania uczuć. Najłatwiej, niestety, przychodzi nam uzewnętrznianie emocji negatywnych. Podczas gdy więziotwórcze są przede wszystkim ciepłe uczucia pozytywne.

Wielu ojców okazuje miłość swoim pociechom poprzez obdarzanie ich prezentami, niesienie pomocy, natomiast ekspresja słowna wywołuje w nich blokadę. Gdy nastoletnia córka usłyszy: „Zabraniam ci wychodzić z domu po godz. 22″, z pewnością zapyta o uzasadnienie tego zakazu. Najczęściej używane wówczas argumenty dotyczą bezpieczeństwa i rozmaitych zagrożeń. Bywa też i tak, że ojciec nawet nie poda wyjaśnienia, domagając się ślepego posłuszeństwa: „Nie pójdziesz i już!”. Zauważmy, jak zmienia się ton wypowiedzi taty, jeśli do racjonalnych argumentów, doda zapewnienie o miłości: „Zabraniam ci wychodzić, bo cię kocham i obawiam się o twoje bezpieczeństwo”. Człowiek na każdym etapie swojego rozwoju oczekuje zapewnień o miłości, a wychowywanie dzieci w atmosferze zimnego racjonalizmu staje się hodowlą.

Trudne i bezowocne rozmowy z nastolatkami wymagają być może zmiany formuły. Analizując przebieg słownych kontaktów w rodzinach, można zauważyć tendencję do wzajemnego obwiniania się. Inaczej mówiąc – budujemy wypowiedzi z podmiotem „ty”, np. „Ty zawsze się spóźniasz”, „Nigdy nie dotrzymujesz słowa”, „Jesteś leniwy, głupi, niedbały itp.” Tego rodzaju komunikaty uderzają w człowieka, ranią go, wywołują poczucie winy i hamują proces porozumienia. Te same informacje można przekazać, tworząc zdania z podmiotem „ja”. Na przykład „Jest mi przykro, gdy spóźniasz się na obiad”, „Czuję się źle, gdy widzę, jak zaniedbujesz swoje sprawy”. Oczywiście konieczna jest tu intensywna kontrola i praca nad sobą. Doświadczenie wielu osób, w tym również autorki tekstu, potwierdza konstruktywny charakter takich zmian we wzajemnej komunikacji werbalnej.

Pełne porozumienie w rodzinie wymaga czasu, zaangażowania, świadomej pracy nad sobą, a niejednokrotnie wielu wyrzeczeń ze strony wszystkich jej członków. Warto podjąć trud rozmawiania z dziećmi począwszy od najwcześniejszych lat ich życia. Zaowocuje to pogłębieniem więzi i pomoże zbudować trwały pomost dla wzajemnej komunikacji w okresie ich dojrzewania.

źródło

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: